Czujnik prędkości - reanimacja

Od razu podczas kupowania samochodu było wiadomo że nie działa prędkościomierzem. Był to jeden punkt do zbicia ceny ale niestety trochę się przeliczyłem, sądziłem wtedy że oj po prostu linka do wymiany a tu niespodzianka. w tym samochodzie nie ma napędu prędkościomierza linką tylko w reduktorze siedzi prądnica tachometryczna. I niespodzianką niestety z tych przykrych była jej cena tylko w ASO około 1kzł ewentualnie ze stanów za połowę tego. A to na tyle dziwny i rzadki element że w używanych częściach sprawna nie występuje. Więc jak zwykle - do naprawy.

Pierwszym wyzwaniem było wyjęcie prądnicy tachometrycznej (element 4) z reduktora. Miejsca niewiele i złapać nie ma za co, a obudowa delikatna. Po dłuższym czasie polewania odrdzewiaczem wyciągnąłem go destrukcyjnie żabą do rur - niestety.

Na początek moja wydedukowana historia destrukcji czujnika - co mu się stało przecież tam na dobrą sprawę nie ma sie co popsuć. Wirnik i stojan bez komutatora a jednak padło. Po rozłożeniu całości widok jest opłakany.

Popsuty czujnik po wyjęciu z reduktora.

Jak to się popsuło ? Z oględzin i rozmów z innymi którym czujnik nawalił wygląda na to, że większości osób padł w zimę po jeździe w terenie. Wygląda na to, że czujnik jest nieszczelny i nalewa się do niego woda, po czym jak zamarza unieruchamia wirnik - jak samochód ruszy wirnik jest urywany, rozsypuje się i koniec zabawy.

Jedyny pomysł na rozłożenie prądnicy jaki miałem to jej rozcięcie i efekt tego widać na zdjęciu wyżej. Stojan mocno skorodowani i pościerany ale sprawny. Zostało "tylko" zrobienie nowego wirnika z magnesami trwałymi.

Części na nowy wirnik.

Odbudowany wirnik.

 

Do obudowy dolutowałem kawałek rurki, niestety jest to delikatna wersja, wszystko zalane silikonem a na koniec kapselek :).

Naprawiona obudowa.

Na nowo zamontowany.

Czujnik działa już tak od 2010, niestety jego wyjęcie po raz kolejny będzie już bardzo trudne.

Więcej zdjęć tutaj.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież