Remont pickupa do gołej ramy

Rama w pickupie była już w kilku miejscach spawana, pordzewiała, a poprzedni właściciel dość nieudolnie ją naprawiał i zacząłem zastanawiać się nad jej naprawą. Wypadek w którym na haku zatrzymały mi się trzy osobówki ostatecznie przesądził o tym fakcie. Po długiej osamotnionej wielomiesięcznej batalii z ubezpieczycielem, gdzie wszyscy mówili że nic nie zdziałam bez prawnika dostałem kilka razy tyle co ubezpieczyciel oferował na początku. Jednak i tak za mało żeby zlecić prace warsztatowi.

 

Poza tym wykonanie prac w takim stopniu jak planowałem i z taką dbałością o szczegóły kosztowało by krocie nawet gdyby dało się znaleźć chętnego do wykonania takiego remontu.

Na foto widać wyraźnie jak rozchodzi się paka względem kabiny.

No cóż więc do roboty.

Budę trzeba było jakoś podnieść do góry, do tego specjalnie zbudowałem „portal” z dwoma wciągarkami ręcznymi po obu stronach.

Ze skrzynią ładunkową poszło dość prosto, odkręcamy 6 śrub mocujących, wykręcamy wlew paliwa i łapiemy za haki do mocowania towaru i do góry.

Wyjeżdżamy a paka zostaje, pakę daje się przenosić spokojnie w dwie osoby – Luzik.
Z kabiną jest trochę trudniej, z racji na to że planowałem remont wszystkiego tak zwanego przy okazji to zostały wyjęte siedzenia, maska itd.

Tylne mocowanie kabiny się broniło, z jednej strony urwała się śruba a z drugiej urwała się nakrętka wewnątrz profilu, konieczne było cięcie podłogi. O ile się orientuje to normalne w terrano, że nakrętki od kabiny w profilach zamkniętych stwarzają ta niedogodność.

Serwisówka mówi żeby tak zdejmować kabinę.

Serwisówka pokazuje że kabinę należy ściągnąć łapiąc nad drzwiami. Do tego powstał kolejny "przyrząd" tym razem drewniany, niestety przy takim zaczepieniu jak na foto środek ciężkości wypada tak że kabina jest pochylona za mocno do przodu. Po wrzuceniu bloczków betonowych na tył sytuacja się nieco poprawiła do tego stopnia, że wystarczyło lekko podtrzymać kabinę z przodu. Jeszcze warto opuścić zawieszenie z przodu żeby nie trzeba było wysoko podnosić kabiny, oczywiście odkręcamy wszystkie połączenia wężyków hamulcowych i sprzęgła oraz odpowietrzenia PRZED.

Wszystkie graty zawinięte folią czekały na czas montażu.


Po wyjęciu dywanu okazuje się w jakim stanie naprawdę jest podłoga, rama ogólnie wszystko ... ehh ciężko będzie.

Podwoziem najlepiej się turla kręcąc za koła - dwie osoby wystarczają ale trzeba się trochę napiąć.
No to czyścimy i rozkładamy dalej … to teraz spuszczamy oleje. Zdziwiłem się trochę bo korki wlewowe mają kwadrat 13,5mm, a spustowe 13mm. No cóż.
Skrzynia biegów już trochę głośna była ale działała jak trzeba nic nigdy nie zgrzytało jednak po tym jak znalazłem kawałek koszyczka na korku było jasne że należy się jej remont. Skrzynia pojechała na wymianę łożysk, no już za dużo tego było żebym wszystko sam robił.

W ogolę skrzynia to oddzielna historia i największy błąd to właśnie, że oddałem ja do warsztatu, zamiast od razu samemu robić. No cóż teraz to wiem. O skrzyni czytaj tutaj.


Potem pora na wały napędowe, reduktor, skrzynie i silnik.

I można się delektować łatwym dostępem do wszystkiego.


Rozkładamy ramę na czynniki pierwsze, i myjemy w środku, ja użyłem do tego przystawki karchera do czyszczenia rur kanalizacyjnych.

Z racji na to że w ramie znalazłem resztki wosku, jakiekolwiek malowanie od wewnątrz mijało się z sensem,
Po kilku cyklach namaczania benzyną i płukaniu wodą pod ciśnieniem rama jaki i reszta elementów zawieszenia pojechały po do piaskowania oczywiście jak już wszystko wyschło.
Po wszystkich poprawkach ramy dodatkowo dospawałem mam nadzieję solidne uszy do zamocowania progów.

Elementy pojechały do piaskowania na raty dlatego, że jednocześnie to bym nie dal rady pomalować wszystkiego od razu. Zwłaszcza z ramą był problem bo musiałem się w strzelić w termin piaskarza i pogodę co trudniejsze bo cały dzień musiał być bezdeszczowy żeby rama nie zardzewiała przed malowaniem.


Malowanie musi być zrobione bezpośrednio po piaskowaniu inaczej wyczystko będzie rude i to naprawdę wystarczy odrobina wilgoci.
Rama wyjechała na przyczepie, a po piaskowaniu wróciła zawinięta plandeką, mimo to że odebrałem ją zaraz po skończonym piaskowaniu a trasa miała kilkanaście km to rama zdarzyła zardzewieć w kilku miejscach. Tam gdzie nie zdążyłem i zrobiło się odrobinę rude, przed podkładem poszedł preparat na f... (tak jest kilka :P)
Przed malowaniem wszystko zostało wydmuchane z resztek ścierniwa i umyte benzyną.


Ramę do malowania zamocowałem na wspomnianej wcześniej konstrukcji z dwoma wciągarkami co mi umożliwiło jej swobodne obracanie podczas malowania. A uszy do progów idealnie się sprawdzały jako mocowanie ramy.


Na wszystkie elementy podkład epoksydowy, a jako warstwa wierzchnia poliuretan w kolorze czarnym i na niektóre elementy szary żeby było trochę ciekawiej.

Tutaj się szusa już pomalowane szare drobiazgi. Jak następnym razem zachce mi się malować na szaro to się upewnię, że podkład jest w innym kolorze.

Wszystko malowane w „technologi Zbowida z forum4x4”. Firm nie podam bo żadna nie była zainteresowana aby robić im malutką reklamę – ich sprawa, nawet 1% zniżki ani wysyłki gratis nie dali.

Jeżeli chodzi o środek ramy to powędrował tam wosk, bo nic innego nie miało prawa buty na już woskowanej ramie.

Wszystkie uszy mocujące wężyki i rurki też poszły do piaskowania a potem do cynkowania.
Oczyszczone z grubsza.

i piękne po cynkowaniu - jak nowe.


Zbiornik paliwa okazał się być ocynkowany, dlatego nie poszedł cały do piaskowania tylko został ręcznie oskrobany z farby i biteksu czy innego syfu którym go obdarzył poprzedni właściciel.


Jako podkład poszedł inny epoksyd który może być kładziony na cynk i stal a na wierzch poliuretan szary.
Tam gdzie była już rdza został lekko przepiaskowany i potraktowany odrdzewiaczem.


Układ hamulcowy - okazało się ze wężyki hamulcowe sztywne i przewody paliwowe są już mocno skorodowane, dlatego wszystkie wymieniłem na miedziane, było trochę zabawy żeby je dogiąć tak jak oryginalna wiązka. Ale poszło. Od razu doliczyłem trochę na planowany lift budy.

Pojedynczo zdejmowałem z wiązki poszczególne rurki i do każdej doginałem nową miedzianą. Następnie wkładałem nową do wiązki.

Niestety okazało się że większość zatrzasków przy demontażu przewodów hamulcowych połamała się, niestety dośc kosztowna sprawa w ASO.


Zacisku hamulcowe na szczęście jeszcze miały tłoczki w znośnym stanie więc dostały nowe uszczelki i słupy prowadzące.



Korektor siły hamowania jakoś nigdy nie działał jak trzeba, i trochę ciekł jak na mój gust to brakowało w nim jednego elementu pomiędzy ramieniem a popychaczem. Uszczelka która przepuszcza płyn niestety ma wymiar 6,5 x 12 x 4 i do tego musi być fluorowa niestety nadal takiej nie zmalałem. W końcu zdobyłem drugi i z dwóch złomów złożyłem jeden – wygląda że działa.


Łatanie dziur w kabinie...tam gdzie tylko było to możliwe wycinałem cały przerdzewiały element. Najwięcej zabawy było z podłogą pod nogami kierowcy część była już łatana wcześniej przez kogoś, jednak dużo większy kawałek nadawał się do wymiany. Zeskrobałem całą matę bitumiczną z podłogi i dobrze bo pod nią też były ogniska rdzy. Też wydłubałem wszystkie uszczelnienia na zgrzewach i wtedy się naprawdę zdziwiłem bo pod spodem były najczęściej dziury na wylot.

Generalnie to po przetarciu szczota nie wyglądała źle ta blacha pod nogami kierowcy, ale pod słońce było widać …. słońce. Zorientowałem się bo zostawiłem lampę pod samochodem i ku mojemu zdziwieniu miejscami prześwitywała przez malutkie otworki.

Problem był tylko z tym że tak duży kawał płaskiej blachy na pewno będzie wpadał w drgania i się wyginał. Dlatego został usztywniony nowatorsko profilami usztywniającymi dach od jakiejś osobówki.
Profile przykleiłem na poliuretan żeby dało się pomalować pod nimi – no cóż za jakiś czas zerknę czy przypadkiem się nic nie odkleiło bo teraz jak jeżdżę to są lekkie drgania na podłodze ale porównywalne z tym co było wcześniej. (Na rok po naprawie trzyma się mocno nic im nie dolega.)

Jeszcze połatałem dziury w komorze silnika i w progach od dołu, było tego trochę.

Przy okazji łatania dziur okazało się że w progach producent przewidział małe otworki (na zgrzewie progu z podłogą) pewnie do odprowadzenia wody z profili ... lub jej tam wlewania podczas pływania. Wiec gdyby ktoś twierdził, że auto jest szczelne i przy zamkniętych drzwiach woda się nie wleje do środka - niestety tak nie jest. W każdym razie teraz u mnie już tam nie ma tych otworów.

Kabina wisiała na wspomnianej wcześniej konstrukcji, gdyby nie to że robota nad głową to było by łatwiej.

Po spawaniu na wszystko poszedł podkład, potem uszczelnienie poliuretanowe.

Na to potem farba poliuretanowa i wosk do podwozi.

A komora silnika została domalowana na swój oryginalny kolor.


Podłoga od wewnątrz została obklejona mata butylowa z warstwą aluminium.


Mój dywan który był w aucie był mocno zużyty, brudny i poprzecierany. Udało mi się zdobyć w lepszym stanie. Wykładzina podłogi i tylnej ściany została wyprana i potem obklejona grubą mata filcową, żeby wygłuszyć trochę samochód.

W niektórych miejscach były po 2 warstwy żeby lepiej dopasować do powierzchni na której leży wykładzina.

Zdecydowałem się przyklejać wykładzinę filcową do dywanu a nie do podłogi dla tego żeby mieć możliwość jej wyjęcia i wysuszenia ... pływać nie planuje ale wiadomo niby samochód terenowy więc rożnie może być. Teraz stwierdzam że taka ilość wykładziny filcowej i butylowej nie specjalnie wpłynęła na wyciszenie - dużej różnicy nie widzę.


Odnośnie liftu, to poszło na budę 40mm. Czemu akurat 40mm, a jakoś tak sobie wymyśliłem. Dystanse pod kabinę z poliamidu Φ80, pod pakę z profili. Śruby zmieniłem z M10 na M12.

Mocowania kabiny.

Mocowania paki.

Chłodnica co by trafiła w wentylator dostała nowe mocowanie wspawane do komory silnika no i nowe od góry.

Dolne mocowanie chłodnicy dospawane po wycięciu oryginalnego.

Zderzak dostał dystanse o finezyjnym kształcie aby pasował do kabiny.

Teraz tak myślę, że mógłbym zamiast robienia dystansów do zderzaka po prostu przedłużyć uszy na ramie, ale nie chciałem malować ramy na nowo, a wcześniej o tym nie pomyślałem.
Więcej o zrobieniu liftu budy będzie w innym artykule.


Składanie poszło bez problemów, tu już głównie sam robiłem i dlatego z samego montażu nie ma w zasadzie zdjęć. Zrobił się wrzesień zaczynało padać no i do roboty niedługo trzeba było iść a raczej jeździć samochodem, który był w kawałkach. Wszystko zajęło jakieś 3 miesiące, wliczając w to 3 tygodnie bezsensownego czekania na silnik oraz tygodniowa wizytę w szpitalu – nie nic mnie nie przygniotło podczas napraw, to z innego powodu. Ekipa składała się głównie ze mnie z mojego ojca i brata. Tyle że oni nie mogli cały czas mi pomagać, każdy ma swoje sprawy. Najwięcej pomógł mi ojciec dzięki bogu ma wykształcenie techniczne. Było to na zasadzie tato potrzebna tulejka, … tato śruba się urwała.... itd. Ja się zajmowałem innymi sprawami, a w międzyczasie problem znikał lub pojawiały się brakujące elementy. Ale generalnie nie było za dużo problemów, śruby się chętnie odkręcały chyba tylko z 6 się urwało. Głównie z przodu przy błotnikach gdzie były mocno skorodowane.

Zaczynając remont nie wiedziałem jak to za bardzo będzie, ale niewiedza nie jest przeciwwskazaniem do działania. Wszystko było zaplanowane dokładnie z góry, może dlatego niespodzianek w zasadzie nie było i wszystko poszło łatwiej niż się spodziewałem. W dzień pracowałem przy samochodzie, wieczorami wyszukiwałem informacje i zamawiałem farby czy inne cześć, żeby nie było przestojów. W momencie gdy brałem się za robotę to wszystko czekało gotowe, było to też niezłe przedsięwzięcie logistyczne.

Potem została do zrobienia geometria ale to już inna historia z niekompetentnym ASO w roli głównej i innymi warsztatami które nie rozumieją różnicy pomiędzy zbieżnością a geometrią. W końcu też samodzielnie ustawialiśmy u znajomego na maszynie.



galeria fotek

... chyba tyle na razie tak ogólnie jak ktoś chce szczegóły to pytajcie.

Generalnie było to ciekawe doświadczenie, ale nie do końca jestem pewien czy bym chciał jeszcze raz ... może z innym samochodem i jak będzie ktoś inny finansował :)

Komentarze  

#1 Adam 2013-10-21 21:04
super robota, fajne auto, właśnie takiego poszukuje, mam dobre wspomnienia z nissanami miałem dwie y60 jedna z silnikiem 4,2 ;]
pozdr
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież