Mój wymarzony samochód.

W zasadzie jestem elektronikiem, sledze nowe technologie, staram się być na bieżąco co gdzie i kiedy .... ale moim zdaniem elektronika w samochodzie to samo zło. Nie mam tu na myśli tego, że od sterowania kompem silnika stado koni się powiększa i spada ilość paszy dla nich ale to już nie to.

Elektronika co by nie robił jest bardziej awaryjna, wysiada jeden czujnik i auto jedzie na lawecie, zapala się service i ASO kasuje 1k za podłączenie do kompa. To nie dla mnie. Nie w takim znaczeniu, nie w takim aucie. Samochód ma być bez awaryjny i mocny, a elektronika jest delikatna z ze swojej natury. Zwłaszcza tak zwana cyfrowa, mikrokontrolery, komputery, oprogramowanie szczególne. Co innego piękne analogowe układy - one są dużo trwalsze odporniejsze. Czuje się teraz tak jak po przesiadce z DOSa na Windowsa niby mogę robić lepiej i łatwiej to co kiedyś ale teraz coraz bardziej z kolejną wersją tracę coraz bardziej kontrolę nad sprzętem. Wiem że rynek to dyktuje, wiem że większość kierowców nie chce nic robić przy samochodzie i nie ma nawet pojęcia jak by coś tam zrobić. Ale są na pewno osoby które oczekują co innego to nie samochód ma rządzić to ja nim kieruje. Gdzie są czasy kiedy mogło kilka rzeczy nie działać a sprzęt dalej spełniał swoją funkcję podstawową. To ja mam przecież zadecydować czy jadę czy nie. To ja mam podjąć decyzję czy mimo, że coś nie działa jadę dalej. Nie trudno mi sobie wyobrazić sytuację w której to czy jest przegrzany silnik, brak oleju, czy cokolwiek potencjalnie niebezpiecznego dla pojazdu nie ma znaczenia - bo ważniejszy jestem ja. I to ja podejmuje decyzję o tym czy ważniejsze jest dotarcie do celu czy np. zatarcie silnika. I to ja chce podąć tą decyzję a nie komputer pokładowy który mówi że nie pojedzie dalej bo nie ma sygnału z jakiegoś tam czujnika.

Na dobrą sprawę w tej chwili jedyna elektronika jaka mam w aucie to siedzi w zasadzie w radiu i to jest wspaniałe....

Dostaje dreszczy na myśl, że kiedyś będę musiał zmienić samochód. Otworze maskę, a tam na równo plastikowa płyta z kilkoma korkami pt. płyn do spryskiwaczy, chłodnica, olej ...ole to może i przesada już. Koszmar, nie odnajduje się w tym, taki samochód to dla emerytów i rencistów, polonistów. OK rozumiem im to potrzebne ale i tak pewnie pomylą wtedy płyn do spryskiwaczy z płynem do chłodnicy ... ale dlaczego przestajemy mieć alternatywę dla ludzi świadomych, dla tych co wiedzą jak działa samochód i chcą mieć nad nim kontrolę. 

A gdzie przyjemność z ustawiania gaźnika, gdzie smar na rękach, w sensie przyjemność z posiadania samochodu, pracy nad nim, a nie tylko jeżdżenia? Gdzie książka napraw, gdzie przestrzeganie harmonogramu smarowania ?

Marzy mi się samochód w pełni "analogowy" czysto mechaniczny bez jednego scalaczka (no dobra może być radio), wszystkie dobrodziejstwa mechaniki jakie mamy do tej pory ale sterowane mechanicznie, krzywkami czy podciśnieniowo ... ale za to chciałbym aby ci co go projektowali dołożyli wszelkich starań aby zoptymalizować projekt, czyli żmudne obliczenia na superkompach co do najlepszego kształtu komory spalania, kolektorów czy czegokolwiek po drodze do doskonałości, elementy wykonane na obrabiarkach z niebywale wysoka dokładnością, powierzchnie pokryte związkami opracowanym w skali nano. Po prostu supertechnologie do opracowania projektu i jego wykonania jednak oparte zoptymalizowane typowe stare klasyczne zasady pracy mechanizmów.

Jednym słowem wczorajsza koncepcja wykonana w jutrzejszej technologi.

ehh no cóż szkoda tylko że nikomu by się to nie opłacało ... przecież taki samochód tak dopracowane auto by działało dłużej niż ja bym był w stanie nim jeździć ....

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież